Witajcie po dość za długiej przerwie. Zastanawiałam się, czy
w ogóle reaktywować tą moją pisaninę, ale pod wpływem paru miłych, mocno
motywujących mnie osób (szczególne pozdrowienia dla p. Wioli=)) stwierdziłam,
że (prawie) nic nie usprawiedliwia mojej blogowej stagnacji. Tak czy inaczej
wracam, zobaczymy na jak długo.
Przez prawie dwa lata (???!!!) mojej nieobecności tutaj nazbierało
się troszkę szpargałek do pokazania i przedstawienia. Pomimo, iż większość dawno pognała w świat zostały mi po nich
zdjęcia. Zastanawiałam się od czego
zacząć, poduchy, worki, króliki??... Tematyka świąteczna może chyba jeszcze
poczekać, choć czas mija bardzo szybko i wnet będzie jak najbardziej aktualna.
Pomyślałam, że gwiazdami mojego wielkopowrotnego wpisu będą moje ukochane…
poduszeczki. Tak, to je uwielbiam robić chyba najbardziej=)
Bohaterki dzisiejszego wpisu szyłam już bardzo daaaaawno dla
czwórki uroczych dzieciaczków. Każdej z par rodzeństwa starałam się wykonać
poduchy połączone wspólnym pierwiastkiem i motywem, mając jednocześnie na
uwadze konieczność zachowania indywidualności wszystkich obdarowanych osóbek.
Jak mi to wyszło, oceńcie sami=)
Do przeczytania SoKo





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz