czwartek, 18 października 2018

Wielkopowrotowe poduchy



Witajcie po dość za długiej przerwie. Zastanawiałam się, czy w ogóle reaktywować tą moją pisaninę, ale pod wpływem paru miłych, mocno motywujących mnie osób (szczególne pozdrowienia dla p. Wioli=)) stwierdziłam, że (prawie) nic nie usprawiedliwia mojej blogowej stagnacji. Tak czy inaczej wracam, zobaczymy na jak długo.
Przez prawie dwa lata (???!!!) mojej nieobecności tutaj nazbierało się troszkę szpargałek do pokazania i przedstawienia. Pomimo, iż większość  dawno pognała w świat zostały mi po nich zdjęcia.  Zastanawiałam się od czego zacząć, poduchy, worki, króliki??... Tematyka świąteczna może chyba jeszcze poczekać, choć czas mija bardzo szybko i wnet będzie jak najbardziej aktualna. Pomyślałam, że gwiazdami mojego wielkopowrotnego wpisu będą moje ukochane… poduszeczki. Tak, to je uwielbiam robić chyba najbardziej=)
Bohaterki dzisiejszego wpisu szyłam już bardzo daaaaawno dla czwórki uroczych dzieciaczków. Każdej z par rodzeństwa starałam się wykonać poduchy połączone wspólnym pierwiastkiem i motywem, mając jednocześnie na uwadze konieczność zachowania indywidualności wszystkich obdarowanych osóbek. Jak mi to wyszło, oceńcie sami=)

 Do przeczytania SoKo