Odkąd pamiętam mam wielką słabość do pościeli, zasłon, serwetek, obrusów i innych tkanin domowych. Gdy wypatrzę w sklepie jakąś ciekawą pościel to nie mogę się jej oprzeć. Logika w postaci marudzącego męża podpowiada, że kolejna pościel jest nam absolutnie zbędna- nie zmieści się już w naszej szafce. Ja to wiem, ale...jeszcze jedna... już na pewno ostatnia=) Jakież było moje zaskoczenie, gdy w bożonarodzeniowym prezencie dostałam od mężusia moją ostatnio wymarzoną pościel=) Jako małe dziewuszki bawiłyśmy się z siostrą w piwnicy babci wypełnionej różnej maści "szmatami". Byłyśmy pannami młodymi, modelkami, tancerkami i wieloma innymi postaciami podyktowanymi nam przez wyobraźnię. Skończyło się gdy nasze króliki- Bąbel i Śnieżka, którym wyprawiałyśmy ślub najpierw zasikały materiały a potem skonsumowały związek- konsekwencje łatwe do przewidzenia=). Tematy- króliczy i pościelowy połączą się dziś w wątek postu. Do mojej pięknej nowej pościeli brakowało poszewek na jaśki, a mnie długo nie trzeba namawiać na szycie poduszek- uwielbiam to! Powstały poduchy królicze, wykonane metodą nitrotransferu. Zastanawiałam się nad przygotowaniem tutoriala z opisem tej metody- jest łatwa, szybka, tania i bardzo efektowna. Ktoś zainteresowany?
A teraz poduchy:
Do przeczytania wnet SoKo



