poniedziałek, 26 grudnia 2016

Świąteczny czas

Święta mijają u nas pomalutku i spokojnie. Choć nie, spokojnie to raczej nie. W domu z dwójką rozbrykanych dzieciaków raczej nie możemy liczyć na świętowanie wśród nocnej ciszy. Jest za to gwarnie i wesoło. Odpoczywamy i nabieramy sił przed powrotem do codziennych obowiązków. W tym roku wyjątkowo udało nam się uniknąć świątecznej gorączki. Zaplanowałam wszystko tak, by pośpiech i gonitwa porządkowo-prezentowo-kulinarna nie przesłoniły nam radości oczekiwania na najpiękniejsze święta w roku. Prezenty skompletowaliśmy już do połowy grudnia, porządki poszły szybko, a przyrządzenie dań na wigilię zostało sprawiedliwie rozdzielone między wszystkich jej uczestników. Co dziwne, udało mi się także skończyć wszystkie zaplanowane dekoracje świąteczne, a to z nimi zawsze najwięcej się bawiłam. Nie chciałabym nikogo zamęczyć ogromną ilością zdjęć, więc część tematów zostawię na później. Na razie fotorelacja z tegorocznych wytworów jeżykowych szpilek:  
1. Kalendzarz adwentowy- recyklingowy. Powstał ze starych desek przeznaczonych do spalenia. Kieszonki w większości zrobiłam ze ścinek filcu- jak widać miałam ich całkiem sporo. jelonek namalowany farbą akrylową. Tylko cyferki zakupiłam na allegro.
 2. Skrzaty. Marzyłam o nich już od kilku lat, ale jakoś zawsze było coś ważniejszego. W tym roku tak się rozpędziłam, że od razu powstały trzy: dwa dla  chłopców, jeden dla mnie=)
 3. Wianek z szyszek. Powstał najwcześniej, bo chyba jeszcze w październiku. Osoby, które dobrze mnie znają wiedzą, że zbieranie różnej maści szyszek to moja wielka słabość. Zbieram ciekawe okazy cały rok. Nie tylko szyszki, ale także żołędzie, kszatany, orzechy i inne dary natury. Kiedyś nawet mój starszy syn "zatrudnił" kolegów z przedszkola do zbierania szyszek, które potem ukryli w starym pniaku w przedszkolnym ogrodzie. J. był z siebie bardzo dumy, gdy mi je wręczył, a ja wzruszona, że mam takiego wspaniałego synka=). Szyszki przykleiłam klejem na gorąco do bazy, którą jeszcze latem uplotłam sobie z naszego ogródkowego pnącza. Do środka posadziłam mojego "zimowego ptaka", którego kiedyś dostałam od siostry.
 4. Pierniczki dla babć i piernikowa choinka dla naszej sąsiadki. Wypiekaliśmy je na raty, a potem dekorowaliśmy z moimi chłopakami. T. i J. bardzo się przykładali do roboty, O. wolał wcinać posypkę i inne dekoracje=)
 5. Choinka z szyszek do pokoju chłopców. W zeszłym roku u chłopców na parapecie stała choineczka zakupiona w Ikei, ozdobiona dekoracjami z masy solnej. Niestety jej świetność szybko się skończyła, gdyż harmider i zamęt panujący w przestrzeni dwóch rozbrykanych facetów nie dał jej delikatnym gałązkom długiej racji bytu. W tym roku przygotowaliśmy choinkę bardziej trwałą i trudniejszą do naruszenia. Przede wszystkim jednak, nie licząc etapu związanego z zabawą klejem na gorąco wykonaliśmy ją wspólnie. O etapach powstawania naszej szyszkowej choinki opowiem w następnym poście. Teraz napiszę tylko, że wygląda naprawdę ślicznie i jestem z niej bardzo dumna, a co najważniejsze nadal stoi w stanie nienaruszonym=)
 6.Tipi. Tego "projektu" bałam się najbardziej. Choć od dawna myślałam o zrobieniu namiotu na moich milusińskich, to jednak sama dla siebie szukałam wciąż to nowych, ciekawszych wymówek i usprawiedliwień. Okazało się, że niepotrzebnie, bo  poszło mi całkiem sprawnie. Chciałam, żeby tipi chłopców było jedyne w swoim rodzaju oraz żeby pasowało do upodobań i pokoju właścicieli. Na każdej ze ścian namalowałam zwierzaki leśne, które bardzo lubią O.i J. Z boku całkiem spontanicznie powstało okienko. Tylko maty do środka mi jeszcze brakuje, ale ją dorobię po świętach, na spokojnie. Chłopakom bardzo się nowe lokum spodobało, uff!
 A tu jeszcze bez zwierzaków:
Ok, kończę na dziś=) Wracam do świętowania i popijając resztki wigilijnego kompotu życzę Wam łagodnego powrotu do poświątecznej rzeczywistości. 
Do przeczytania SoKo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz